Wyskubki, wydzirki, pierzajki w Łomnicy

"Darcie pierza, wyskubki, wydzirki, pierzajki, szkubki – oddzieranie z gęsich (czasami innych) piór chorągiewek od twardych stosin oraz oddzielanie puchu. Dawniej wykonywane ręcznie w zimie" – tyle o tej tradycji Wikipedia. Ale przecież i dziś ktoś musi drzeć pierze, by kto inny mógł mieć kołdrę z gęsiego puchu. Dlatego już trzeci raz na tradycyjnym darciu pierza gościła w Łomnicy słuchaczki z UTW w Zbąszyniu pani Regina Napierała i jej bliscy. 

 W poniedziałek 15 stycznia zaczęła się kolejna „edycja” darcia pierza u pani Reginy, która od trzech lat zaprasza seniorki z uniwersytetu w gościnne progi swojego domu. W zimowe wieczory panie spotykają się u jednej z gospodyń i przez kilka dni drą pierze. Później idą do kolejnej gospodyni „na odrobek” i drą pierze u niej. I tak dalej, aż do końca, aż wszystkie pierze będzie odarte. W przygotowanych miskach, garnkach, wiaderkach jest pierze „do darcia”, które starannie oddziela się, by pozostał tylko puch nadający się na poduszki i kołdry lub (co rzadsze) pierzyny (dobrze jest ubrać fartuch, do którego piórka się nie przyczepiają). W czasie tej żmudnej czynności w najlepsze trwają rozmowy o tym, na co na co dzień często nie ma czasu. W międzyczasie pojawia się koszyczek z cukierkami i coś słodkiego do picia na rozgrzewkę w mroźny wieczór. U pani Reginy darcie pierza skończyło się po godzinie 22.00 posiłkiem przygotowanym przez gospodynię (był m.in. swojski chleb i sernik „z rosą”), więc panie miały kilka godzin swobodnej rozmowy o tym, co przez ostatni rok się wydarzyło: o radościach i kłopotach, sprawach codziennych i tych niezwykłych. Jak to zwykle bywa na takim babskim spotkaniu, było bardzo wesoło, bo wszystkie rozmowy kończyła myśl o tym, że życie łatwe nie jest, ale trzeba sobie jakoś radzić. 

 Bo przecież tak naprawdę darcie pierza jest tylko pretekstem, by się wygadać, pożalić i pośmiać. Żeby wystarczyło na cały rok – do następnego darcia pierza.

 

(tekst: arg)